W Sandomierzu dochodzi do brutalnego morderstwa. Śledztwo prowadzi prokurator Teodor Szacki (Robert Więckiewicz), przy pomocy oficera policji (Jerzy Trela) oraz miejscowej pani prokurator (Magdalena Walach).
Muszę zaznaczyć, że nie czytałam wcześniej książkowego pierwowzoru. Tak więc mamy tajemnicę, wiarę(niewiarę) w legendy, rytualne morderstwo, surowego pana prokuratora. Wszystko pięknie, ładnie, osobiście do końca nie wiedziałam, kto jest sprawcą... No może wątek z Klarą (Aleksandra Hamkało) mało potrzebny. Dialogi świetnie skrojone, a cytat "To jest Polska, za coś musieli ją nienawidzić", czy metaforę o żółci na długo zapamiętam ;) Są jak na kryminał/thriller przystało zwroty akcji, niejednoznaczne sytuacje etc, etc. Dodatkowo świetnie ukazane są relacje prokurator-policja.
Bardzo za grę trzeba pochwalić przede wszystkim Krzysztofa Pieczyńskiego. Jego rola to istny majstersztyk. Przez to rola Więckiewicza jako surowego pana prokuratora blednie, ale i tak również jak zawsze pozytywnie. Jerzy Trela oczywiście z klasą, na plus również epizod Arkadiusza Jakubika. Kobiet w filmie prawie nie ma, jak już to role epizodyczne. Walach zagrała poprawnie i dalej nie jestem zbytnią fanką gry Aleksandry Hamkało, zwłaszcza w scenach "wyrażam emocje".
Strona wizualna prezentuje się bardzo dobrze, zdjęcia również. Ciekawa czołówka oraz pasująca klimatycznie muzyka Abela Korzeniowskiego.
Jeśli ktoś chce pójść do kina na kino gatunkowe i obejrzeć interesujący kryminał to z całego serca polecam. Produkcja ta zawiera wszystko to, co oczekuje się od kryminału. O tyle mile się to ogląda, że aktorstwo jest na wysokim poziomie. Oczywiście jak zastrzegłam na początku jest to opinia czysto filmowa, książki niestety nie czytałam.
Next Film nieźle sobie poczyna, najpierw "Bogowie", teraz "Ziarno prawdy". Z zaciekawieniem będę oczekiwać ich kolejnych produkcji.
premiera: 30 stycznia 2015 reżyseria: Borys Lankosz scenariusz: Borys Lankosz, Zygmunt Miłoszewski zdjęcia: Łukasz Bielan
Dzisiaj przyszła pora na najlepsze seriale 2014 r.
MÓJ TOP 5 roku 2014
5. Gra o tron sezon sezon 4 (niżej o 4 miejsca) Produkcja HBO nieprzerwanie zaskakuje i zachwyca. Scena bitwy Góry z Oberynem długo jeszcze mi się śnił... 4. Homeland sezon 4 (niżej o 2 miejsca) Szczerze cieszę się, że już nie ma Brody'ego w tym serialu. Myślę nawet, że był to najlepszy sezon Homeland i bardzo czekam na kolejny. Szkoda, że konkurencja taka duża. 3. Detektyw sezon 1 (NOWOŚĆ) Przyznam, że pierwsze 3 odcinki nie wzbudziły mojego zachwytu. Lecz druga połowa produkcji HBO była już rewelacyjna. 2. Żona idealna sezon 5 i 6 (wyżej o 1 miejsce) Od 5 sezonu Żona przechodzi drugą młodość. Nawet specjalnie Willa nie brakuje. 1. Fargo sezon 1 (NOWOŚĆ) <<moja recenzja>> Rewelacyjne remake w duchu braci Coen. Rewelacyjny scenariusz i aktorstwo <3
[źródło tumblr.com]
SERIALE NA PLUS 24: Jeszcze jeden dzień Jack jak za najlepszych czasów. Covert Affairs sezon 5 Coraz ciekawsza fabuła. Scandal sezon 3
Jak będzie jeszcze mniej dramy z Prezydentem będzie jeszcze lepiej. SERIALE NA MINUS Chirurdzy sezon 9 i 10 Od 9 sezonu serial nie ma pomysłu na siebie... Suits sezon 4 Ta drama Rachel i Mike jest do nie wytrzymania...
Tradycyjnie z końcem roku prezentuję moje filmy 2014 r. Żałuję, że wielu ciekawych produkcji jeszcze nie miałam okazji zobaczyć. Najbardziej ubolewam nad Boyhood'em. W przygotowaniu seriale 2014. oraz filmy na które czekam w 2015 r. Uwzględniam te filmy, które w roku 2014. miały swoją polską premierę. NAJLEPSZY FILM: WOLNY STRZELEC polska premiera 21 listopada
Po pierwsze dalej nie mogę wyjść z podziwu, że jest to debiut reżyserski Dana Gilroya. Dialogi rewelacyjne, aktorstwo również. Jest to chyba najlepsza rola Jake'a do tej pory. Intrygująca fabuła, czego chcieć więcej. REWELACYJNA FILMOWA PRZYGODA: ZAGINIONA DZIEWCZYNA polska premiera 10 października
Mimo, że gra tam Ben (którego bardzo cenię jako reżysera) seans jest ciekawą przygodą, zwłaszcza dla osób nieznających pierwowzoru. Rosamund Pike w końcu mogła popisać się talentem aktorskim. Końcówka już tak nie dotrzymuje tempa, niemniej jest to ciekawa produkcja. NAJBARDZIEJ POZYTYWNIE POKRĘCONY FILM: GRAND BUDAPEST HOTEL polska premiera 28 marca
Co tu dużo mówić. Uwielbiam ten świat, pełen absurdów. Świetne kreacje aktorskie, klimat, dopracowany każdy szczegół. Uwielbiam <3 REMAKE/SEQUEL:
HOBBIT: BITWA PIĘCIU ARMII polska premiera 25 grudnia
Bitwa dotrzymuje kroku pierwszej części i chyba jest lepsza od dwójki. Szkoda, że to już koniec... NAJLEPSZY FILM W SWOIM GATUNKU- komediodramat SIERPIEŃ W HRABSTWIE OSAGE polska premiera 24 stycznia
Rewelacyjne dialogi i popis aktorski Meryl i Julii. POLSKI FILM: (nowość) BOGOWIE polska premiera 10 października
Ten rok należy do polskiego kina. Bogowie przyciągnęły do kin ponad 2 mln ludzi. Jest to polski film biograficzny pozbawiony zbędnego patosu, jak na polskie warunki bardzo oryginalnie przedstawione losy Zbigniewa Religii. Trzeba również pochwalić Jezioraka- rasowy kryminał, Miasto 44 za swój rozmach, Jacka Stronga czy Kamienie na Szaniec.
WATAHA Teren Bieszczad to od 10 lat granica UE, więc nie dziwne, że jest to bardzo strategiczne miejsce. Serial opowiada o losach tamtejszej Służby Granicznej, która musi się zmagać na służbie z wieloma niebezpieczeństwami. Głównym bohaterem staje się kpt. Wiktor Rebrow (pasujący do tej roli Leszek Lichota), który jako jedyny przeżył zamach bombowy na jedną ze strażnic SG. Prokurator (Aleksandra Popławska) prowadząca śledztwo stara się rozwikłać, kto może stać za tym niespodziewanym atakiem.
[źródło tumblr.com]
Miniserial HBO rozkręca się bardzo powoli. Po pierwszych dwóch odcinkach nie było źle, ale czegoś brakowało. Na szczęście kolejne dwa epizody to potężna dawka wydarzeń i zwrotów akcji. Tempo serialu i tajemnica sprawiają, że tak naprawdę nie wiadomo, kto jest w tej sprawie czysty. I kto w co gra. Z kolei ostatni odcinek początkowo mnie rozczarował. Niemniej zakończenie bardzo mi się podobało. Z jednej strony odkryto wiele kart, ale do ostatecznie do finalnego rozdania nie doszło. Jest wiele niedomówień, niedokończonych spraw. Mi taki obrót sprawy się podoba. Czytałam, że twórcy mają jednak pomysł na 2. sezon, więc piłka jest po stronie HBO. Mam nadzieje, że jeśli zdecydują się na 2. serię, będzie ona równie tajemnicza i nie zabiją klimatu jedynki. Bo czasami lepiej zostawić lekki niedosyt, niż się przejeść... Aktorsko jest bardzo dobrze. Ciężko kogokolwiek wyróżnić, gdyż każdy wykonał kawał roboty. Ciekawie jest też przedstawiona pani Prokurator. Irytująca, ale z drugiej strony potrafi zaskoczyć widza. Do tego rewelacyjne ujęcia Bieszczad, czego chcieć więcej. Co prawda na samej pracy SG Wataha nie skupia się zbyt dobrze, ale trzeba przyznać, że jest to porządny sensacyjny serial. serial sensacyjny, 6 odcinków reżyseria: Michał Gazda, Kasia Adamik, Marek Lechki obsada: Leszek Lichota, Bartłomiej Topa, Aleksandra Popławska, Andrzej Zieliński, Dagmara Bąk, Magdalena Popławska, Marian Dziędziel, Jacek Lenartowicz i in. Ocena [8/10] *** ZBRODNIA Z kolei w produkcji AXN przedstawiono losy komisarza Tomasza Nowińskiego (Wojciech Zieliński), który dostaje sprawę morderstwa na Helu. Jako, że zbliża się sezon wakacyjny "góra" chce szybkiego rozwikłania sprawy.
W przeciwieństwie do Watahy, miniserial AXN rozkręca się od samego początku. Dwa odcinki są naprawdę ciekawe, wciągają widza. Niestety finał, poza ciekawym rozwiązaniem zagadki pozostawia wiele do życzenia. Dodatkowo bardzo schematycznie i jakby na siłę wplątano tutaj nikomu niepotrzebny wątek romansowy. Nudził bardzo i był dla mnie bardzo niewiarygodny. A szkoda, bo ten serial pod początku miał bardzo duży potencjał. Dodatkowo zachowanie postaci granej przez Magdalenę Boczarską po tym jak opuszcza przyjęcie na cześć teściów dziwne i mało logiczne. Aktorsko nie jest źle, ale też szału nie ma. Jest interesująca zagadka, początkowo klimat, ale niestety finałowy odcinek bardzo rozczarowuje. Tak więc w przeciwieństwie do Watahy, Zbrodnia na początku odkryła wszystkie interesujące wątki, a później próbowano zapchać resztę czasu antenowego. A szkoda, gdyż wydawało się, że będzie to naprawdę frapująca historia. Ale nawet dla samej historii zbrodni warto zobaczyć tę produkcję. Na marginesie irytowały też przy długie reklamy, ale to już nie wina twórców ;) ocena [6,5/10] serial kryminalny, 3 odcinki reżyseria: Grzegorz Zgliński obsada: Wojciech Zieliński, Magdalena Boczarska, Joanna Kulig, Dorota Kolak, Radosław Pazura, Małgorzata Rożniatowska i in.
Film przenosi nas w lata 60 XX wieku. Opowiada historię dwóch kobiet, które muszą zmierzyć się z swoją przeszłością. Każda z nich z prawdą radzi sobie na swój sposób. Jedna jest aż przerażająco spokojna, druga żyje w świecie alkoholu, papierosów i przygodnego seksu.
(źródło tumblr.com)
Cóż mogę powiedzieć, zauroczyłam się tą produkcją. Po pierwsze za świetny intymny, klimat. Ta kameralność, surowość powstała dzięki bardzo przemyślanym zdjęciom. Plenery świetnie dobrane, które idealnie komponowały się z fabułą. Po drugie za rewelacyjne wręcz aktorstwo. Agata Kulesza w roli Wandy mistrzostwo świata. Jej każda wypowiedź, mimika jest aż do bólu przemyślana. Agata Trzebuchowska choć grała pierwszoplanową postać, musi się pogodzić z faktem, że to jej starsza koleżanka ukradła cały film. Jednakże trzeba przyznać, że również zagrała interesująco. Cichą postać też bardzo trudno zagrać. Dawid Ogrodnik jak zwykle czarował na ekranie (zwłaszcza prawdziwą grą na saksofonie altowym). Drugoplanowe postacie również z pomysłem dobrane. Świetne sceny w klasztorze. Po trzecie za to, że film jest czarno-biały. Jestem wręcz pewna, że gdyby był zrobiony w kolorze straciłby swój niepowtarzalny urok i czar.
(źródło tumblr.com)
Bałam się, że końcowe sceny zmierzą w stronę banału. Całe szczęście tak się nie stało. Tematyka filmu trudna, gdyż dotykała losu Żydów podczas II wojny światowej. Lecz ten wątek był chyba (ja to tak odebrałam) tłem do rozważań na temat życia, tego co dał nam los i co z tym zrobimy. Czy jesteśmy w stanie żyć po tym co nam się przytrafiło, zmierzyć się z przeszłością, czy jesteśmy w stanie kierować naszym życiem, czy jednak przeszłość rzutuje na nasze teraźniejsze wybory. Również na co warto zwrócić uwagę, to to, że twórcy bardzo dobrze oddali tamte czasy. Ubiory, muzyka, atmosfera. Tak więc "Ida" to wizualny i aktorski majstersztyk. P.S. Nawet, jeśli Agata Kulesza nie dostanie żadnej nominacji, to nie znaczy, że nie zagrała lepiej od tych aktorek, które będą walczyć o nagrody. Po wtóre bardzo cieszy mnie, że w końcu w Polsce powstaje coraz więcej filmów, w którym kobiety mają dużo do powiedzenia i przede wszystkim do zagrania ! ;) ocena 8,5/10 reżyseria- Paweł Pawlikowski gatunek- dramat premiera- 25 października 2013 r.
Film skupia się na czasie, gdy w Polsce zostają zlikwidowane Wojskowe Służby Informacyjne. 3 oficerów zostaje zwerbowanych do nowej komórki wywiadowczej, jak się później okazuje niewiadomego pochodzenia.
Jeśli chodzi o samą fabułę nie jest tak źle. Dobrym pomysłem było, żeby film dzielić na etapy pracy wywiadowczej oraz napisy tłumaczące slang służb. Na plus również to, że pokazano jak na agentów działa praca, zwłaszcza ta w terenie. Oczywiście bez schematów się nie obyło. "Białko" (Olga Bołądź) wstąpiła do ABW, gdyż w przeszłości miała problemy z ojcem, również swego czasu agentem. Dodatkowo teraz ma problemy na linii damsko-męskiej. Bońka (Janusz Chabior) pod wpływem choroby chce się nawrócić i zrezygnować z pracy wywiadowczej. Z kolei Cerat (Wojciech Zieliński) odpycha od siebie swoich najbliższych. Sama praca wywiadowcza momentami interesująco pokazana. Miło, że pokuszono się o przedstawienie kilku scen, które w filmie miały miejsce w Afganistanie (szkoda, że tak krótko). Jednak nie pokazano tam nic co by mnie kompletnie zszokowało, jak zapowiadano. Muzyka utrzymywała zamierzoną w filmie atmosferę. Na ogromny plus przemiana aktorska Olgi Bołądź. Była bardzo wiarygodna, nie tylko swoją grą, ale również zmianą fizyczną. Brawa. Jak zwykle Chabior rewelacyjnie. Jego słodko-gorzka postać utrzymywała moją uwagę na filmie. Niestety, gdy Bołądź i Chabiora nie było na ekranie to już nie było tak kolorowo. Zieliński zagrał dobrze, ale scenariusz w tym przypadku mu nie pomagał (poza sceną w Afganistanie). Nie wiem, może był taki pierwotny zamiar, ale aktor do roli generała (Wojciech Machnicki) psuł mi bardzo odbiór filmu. Jak dla mnie kompletnie tam nie pasował... Muszę się również odnieść do atmosfery, która panowała wokół filmu. Gdyż to zastanawiano się, czy Vega będzie po premierze filmu dalej wieść swoje bezpieczne życie, że mu grożono etc. Po pierwsze Ameryki tam nie odkryto, zwłaszcza jeśli chodzi o samą pracę służb jako taką, czy że po publikacji raportu wielu agentów było zagrożonych. Co do samej historii to jest to fikcja fabularna, alternatywne przedstawienie rzeczywistości (czego teoretycznie niby nie można wykluczyć) i zrobiona poprawnie, nic nie było tam, czego wcześniej nie można było zobaczyć w innych produkcjach, czy gdzieś przeczytać. Idąc tym tokiem myślenia to tacy twórcy Homeland po 2. odcinku by zbiegiem okoliczności "wyparowali"... Proszę, nie twórzmy ideologi tam, gdzie jej nie ma. Tak więc nie czuję, żebym zmarnowała pieniądze na bilet, zwłaszcza, że nie oczekiwałam arcydzieła, ale rasowego filmu sensacyjnego. Nie do końca to właśnie zobaczyłam, ale tragedii też nie było, zwłaszcza, gdy główni aktorzy wypadli dobrze w swoich rolach. ocena 6/10 reżyseria- Patryk Vega premiera-3.10.2014 gatunek- sensacyjny
[wpis może zawierać spojlery] Premiera 1. odcinka "Czystej Krwi" miała miejsce 7 września 2008 roku, a więc kawał czasu temu. Pamiętam, że na ten serial czekałam bardzo długo i z wielkimi oczekiwaniami. Swego czasu nawet przeczytałam 2 części książkowego pierwowzoru, co uważam za sukces, gdyż dla mnie książka była wyjątkowo słaba. Tak więc zakupione wcześniej hurtem 4 księgi musiałam sprzedać na allegro. Stąd też uważam TB za świetnie zrealizowaną ekranizacje. Po pierwsze dlatego, że z książki wzięto ogólny kształt fabuły i nazwy postaci, ale serial żył już swoim, własnych, zdaje się że lepszym życiem. Choć w książce postać Tary (przynajmniej w tych dwóch tomach) była dość marginalna i nie miałabym nic przeciwko, gdyby w serialu było podobnie. Po drugie serial miał tę swoją "świeżość" i był zgoła inny niż ówczesne produkcje. To przez TB rozpoczęłam krótką i burzliwą znajomość z "Pamiętnikami Wampirów"... Czołówka od początku była już kultowa i chyba jedna z lepszych ever, a piosenka przez kilka lat służyła mi jako dzwonek w telefonie ;)
Od drugiego sezonu twórcy zdecydowali się na to, żeby Czysta była serialem wakacyjnym. Myślę, że byłto strzał w 10. Oczywiście jak to serial z dość pokaźną liczbą sezonów miał swoje lepsze i gorsze momenty. Przyznam się, że do Sama przekonałam się chyba pod koniec 6. sezonu, wcześniej mnie drażnił, ale i tak chyba postać tak mnie nie irytowała jak wspomniana już wcześniej Tara ;) Przez te 7. sezonów przewinęło się sporo wątków i postaci. W połowie produkcja nie mogła trochę złapać oddechu, ale zawsze znalazły się pewne sceny, które ratowały odbiór serialu. Jeśli chodzi o Sookie to jak to główny bohater zawsze coś mogłoby być inaczej, nie powiem potrafiła irytować. Z kolei jeśli chodzi o jej chłopaka to nigdy nie byłam fanką Sama, Alcide'a czy nawet Erica. Chyba jednak Bill do niej najbardziej pasował :P Na pewno mało ciekawe wątki były z Cristal i Debbie, dziewczynami Jasona. Wątek z Lilith też należał do tych słabszych.
Oczywiście moimi ulubionymi postaciami byli Lafayette, choć szkoda, że później nie mieli dla niego pomysłu. W ogóle brawa dla twórców, że zdecydowali się zachować Lafayette'a przy życiu, bo jak pewnie większość Was wie, postać ta ginie pod koniec pierwszego tomu książki. Również Pam i Eric, ale bez tej dramy z Sookie. Ich sceny są już kultowe.
FINAŁ Prawda jest taka, że finał nigdy nie zadowoli wszystkich fanów. Myślę, że jeśli chodzi o klasyfikację najgorszych finałów to HIMYM podniósł wysoko poprzeczkę ;) Ostatni odcinek Czystej miał swoje gorsze i słabsze momenty.
źródło tumblr.com Jeden z epickich momentów
źródło tumblr.com Kolejny
To co się stało z Billem myślę, że było dobrym rozwiązaniem. Pasowało do tej produkcji. Z kolei krytykowana ostatnia scena szczęścia pozostałych bohaterów była również w porządku oraz logicznym ciągiem wydarzeń. Bill umierając powiedział, żeby Sookie zapomniała o nim, Ericu i tych historiach z wampirami. Minęło 7 lat, więc każdy żyje dalej, a ciąża i chyba mąż Sookie są symbolem kolei losu jak również życzenia Billa. Szkoda tylko, ze ostatnia scena z Eric'em tak naprawdę była odgrzanym kotletem. Na pewno mile będę wspominać TB. Z pewnością przyczynił się do tego również ostatni sezon pełen smaczków i dystansu twórców do siebie. Z chęcią kiedyś wrócę do tej produkcji.
Stacja AMC słynąca już z takich seriali jak: "Breaking Bad","Walking Dead" czy"Mad Men" wypuściła na rynek letnią produkcję osadzoną w latach 80", opowiadająca losy pewnej firmy z Dallas, która chce (bądź jak kto woli została przymuszona) wyprodukować innowacyjny jak na te czasy komputer. Ma być szybciej, taniej, lżej i do tego ma być przenośny. Ambitne plany podsyca były pracownik IBM Joe MacMillan (Lee Pace). Do współpracy namawia nie wierzącego w siebie inżyniera Gordona Clarka (Scoot McNairy) oraz młodziutką programistkę Cameron Howe (Mackenzie Davis).
Serial dość powoli się rozkręca, tak najbardziej podobał mi się odcinek 8 (początki w Vegas). Najgorszy z kolei (nie pamiętam numeru) był on za bardzo przepełniony dramą, niczym rasowa telenowela. Co do postaci nie miałam specjalnie ulubionej. Raziły mnie trochę stereotypowe podejście do niektórych wątków. A proszę oto przykłady: mało rozgarnięty właściciel firmy, który jak tylko może przeszkadza naszym heroicznym bohaterom, Joe jest taki zamknięty i wyobcowany, nie bo taki już jest, ale oczywiście dlatego, że spotkała go tragedia w dzieciństwie i ma problemy na tle ojciec-syn. Co prawda czytałam i słyszałam, widziałam , że twórcy nie poszli po prostej linii i nie zafundowali nam romansu na tle zaniedbana żona-kolega z pracy. Może i prawda, ale za to zrobili nam inne typowe posunięcie (nie chce aż tak spojlerować).
źródło: tumblr.com
Z postaci oraz grających ich aktorów najbardziej podobał mi się Toby Huss, wcielający się w postać Johna Boswortha. Była to postać, (a zarazem gra) bardzo wyrazista i ciekawa. Jeśli mam być szczera gra Lee mnie jakoś bardzo nie porwała, choć nie powiem zagrał dobrze. Większość obsady zagrała wiarygodnie i bez większych zastrzeżeń, było też wiele świetnych epizodów. Lecz odtwórczyni postaci Cameron bardzo mnie mierziła, kompletnie mi nie pasowała. Nie wiem czy źle grała, czy też jej uroda, czy też irytowała mnie jej postać. Możliwe, że wszystko razem się nałożyło. Będę broniła tezy, że był to zły wybór castingowy.
Co prawda kibicowałam postaciom, lecz jako rasowy oglądacz seriali z przykrością muszę stwierdzić, że ta produkcja mnie nie porwała, a szkoda. Niby fajna historia, a gdzieś już ją widziałam. Oczywiście serial zawiera wiele ciekawych momentów, ale niektóre elementy psują całość. Na zakończenie dodam, że brawa za świetne oddanie klimatu tamtych czasów oraz Teksasu.
6,5/10
P.S. Dziękuję Kasi z Kay ogląda i czyta za tłumaczenia napisów :)
"Fargo", produkcji FX zadebiutowało 15 kwietnia tego roku. Jest to serialowy odpowiednik kultowego filmu braci Coen pod tym samym tytułem. Mamy rok 2006, stan Minnesota, miasteczko Bemidji, typowe, spokojne prowincjonalne miasteczko, gdzie połowa policjantów nie potrafiłaby strzelić do puszki ustawionej na płocie. Niestety sielankę przerywa zły Lorne Malvo (Billy Bob Thornton), który wpędza w kłopoty z pozoru ciapowatego Lestera Nygaarda (Martin Freeman). Ich spotkanie zaowocuje nieprzewidzianym zbiegiem wydarzeń, które zatrząsną mieszkańcami Bemidji. Rewelacyjne jest otwarcie serialu, niczym skopiowane z filmowego pierwowzoru. Początkowo może sugerować, że produkcja FX na nowo opowie dobrze znaną nam historię. Co prawda, jest kilka odniesień (miejsce, pogoda, policjantka, ciapowaty "przestępca" etc.), ale jest to całkiem nowa historia, choć fani, mogli zauważyć pewną epizodyczną kontynuację losów pieniędzy zakopanych koło ogrodzenia :) Co dla mnie jest ogromnym plusem, czuć nadal klimat braci Cohen (byli oni producentami wykonawczymi). Ten absurd zdarzeń, dialogi, symboliczne sceny. Oczywiście ich styl nie jest dla każdego, podobnie jak filmy Tarantino, lubimy go albo nie. Na pewno jest ciekawie skomponowana obsada. Aktorzy są bardzo wiarygodni w swoich rolach. Freemana możemy oglądać w innym wcieleniu, wywiązuje się z niego świetnie. Thorntona średnio lubię, ale trzeba przyznać, iż, idealnie wpasował się w klimat i bardzo przyzwoicie wypadł. Colin Hanks zagrał bez specjalnych zastrzeżeń. Ciekawa rola Boba Odenkirka, którego wcześniej zbytnio nie kojarzyłam, a szkoda(tak, wiem jeszcze nie oglądałam Breaking Bad...). Ciekawie zagrał nowego, nierozgarniętego komendanta. Dla Allison Tolman, to była pierwsza tak ważna rola. Zagrała całkiem fajnie, lecz (możliwie, że sympatia do Freemana przyćmiła mi osąd) w przeciwieństwie do filmowego odpowiednika jej postać odrobinę mnie irytowała. I cały czas trzymałam kciuki za Lestera. Castingowcy bardzo się spisali, każdy nawet do małej rólki pasował. Co do kwestii muzyki, to oczywiście pasowała, fajnie komponowała się zwłaszcza z jedną z ostatnich scen, w których mogliśmy oglądać Lestera. Do kwestii technicznych nie ma się co przyczepić. Ogólnie nie mogę nic szczególnego wytknąć. Bardzo ciekawa propozycja. Muszę przejrzeć inne produkcje stacji FX, bo ta narobiła mi ogromnego smaku.
"Kamienie na szaniec" to adaptacja książki pod tym samym tytułem autorstwa Aleksandra Kamińskiego. Są to losy Szarych Szeregów opowiedziane z perspektywy trzech bohaterów Alka, Rudego oraz Zośki. Tu nie chcę wdawać się w szczegóły, bo myślę, że każdy z nas zna choć trochę powyższą historię.
FABUŁA
Scenarzyści wybrali, że to Zośka będzie naszym głównym bohaterem. Mnie jako fana książki cały film dręczyło pytanie "Gdzie jest Alek?!" Śmieszne, że to właśnie aktorzy grający właśnie te postacie promowały film, ale sama postać Alka może odezwała się ze 3 razy. Choć myślę, że jakbym nie czytała książki to by mi ten zabieg w ogóle nie przeszkadzał. Sam scenariusz nie jest tak zły jeśli chodzi o historię chłopaków z Szarych Szeregów. Dla mnie jedynym dużym minusem fabuły były młode postacie żeńskie. O ile teoretycznie mogę zrozumieć, że twórcy lubią wplatać wątek romansowy w niemalże każdą historię o tyle tu mnie ta sytuacja bardzo drażniła. Jednakże młode panny są do granic możliwości rozhisteryzowane i zachowują się jakby żyły w innej rzeczywistości.
Co prawda są rozbieżności z pierwowzorem, ale jak to kiedyś mądrze usłyszałam adaptacja to nie film dokumentalny :)
OBSADA
Młoda męska część obsady naprawdę dobrze się spisała. Tomkowi Ziętkowi (Rudy), Marcelowi Sabatowi(Zośka) czy Kamilowi Szeptyckiemu (Alek) życzę wielu ciekawych ról, bo na nie bardzo zasługują. Nie odstępowali na krok swoich starszych kolegów. Andrzej Chyra jako zarozumiały łącznik z AK rewelacja. Stenka, Globisz czy Żmijewski to również klasa sama w sobie. Wojciech Zieliński jako "Orsza" również bez zarzutu. Mam nadzieję, że częściej będzie pojawiał się na dużym ekranie. Tak więc obsada to duża zaleta tej produkcji. Duży też plus, że oficerów SS, którzy przesłuchiwali Rudego mówili po niemiecku. Dodawało to większego realizmu.
KWESTIE TECHNICZNE
Tutaj też bez większych wpadek. Muzyka ciekawa, charakteryzacja i scenografia dobrze zrealizowana. Na duży plus, że reżyser nie pokusił się o kolejny martyrologiczny film. Nie ma tutaj zbędnego patosu, długich rozmów jak to jest nam źle tylko tylko żywa akcja. Mimo skromnego jak na polskie realia budżetu wyszła naprawdę smaczna produkcja.
Nie ukrywałam, że na ten film czekałam bardzo długo, mając przy tym wiele oczekiwań. Film chciałam obejrzeć z wielu powodów, jednym z nich jest moje dość duże zamiłowanie do historii XX wieku.
źródło: filmweb.pl
FABUŁA
Jest to thriller szpiegowski opowiadający historię żołnierza Ludowego Wojska Polskiego- pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, który przez ponad dekadę do roku 1981 roku współpracował z CIA, pod pseudonimem Jack Strong.
Myślę, że wbrew pozorom postać pułkownika Kuklińskiego nie jest aż tak w Polsce znana. Podejrzewam, że wiele osób po usłyszeniu, że Pasikowski kręci nowy film doczytało informację na ten temat, trzeba przyznać, że są szczątkowe. Niestety tak to jest z tajnymi misjami służb specjalnych.
Pewne jest, że Kukliński współpracował z CIA, w 1981 roku musiał z rodziną uciekać do USA, przez wyciek informacji z Watykanu (obecnie trwają spekulacje, który kardynał mógł współpracować z ówczesnym KGB) oraz to, że ciążył na nim wyrok śmierci za zdradę, a postępowanie umorzono na początku lat 90' ze względu na stan wyższej konieczności.
Można by rzec, że Pasikowski lubi wkładać kij w mrowisko. Jego poprzedni film "Pokłosie" podzielił Polskę, podobnie jest z wchodzącym dzisiaj do kin "Jackiem Strongiem". Ja tam w obydwu dziełach nie widzę żadnych kontrowersji, ale co tam :)
Historia skupia się przeżyciach głównego bohatera (Marcin Dorociński) od czasu jak decyduje się na współpracę do wczesnych lat 90. Niektórzy zarzucają filmowi, że postacie kobiece nie są tak rozbudowane, że żona Kuklińskiego (Maja Ostaszewska), pojawia się niezwykle rzadko i nie ma zbyt dużo do powiedzenia. Również rola Dagmary Domińczyk jest też bardziej epizodyczna, 3-planowa. Jak zawsze ubolewam nad tym, że często role kobiece są prowadzone stereotypowo i są mało ciekawe, to tym razem ten zarzut jest nietrafiony. Po pierwsze żona nie mogła nic wiedzieć, w razie schwytania lepiej było dla niej, żeby nic nie wiedziała, po drugie to nie jest telenowela, żeby pokazywać zwykłe życie dwoje ludzi, tylko jest to film szpiegowski (!) i na tym twórcy się skupili. Ci co chcą zobaczyć sceny miłosne czy tzw. cycki- niestety nic tu po was :) I chwała za to twórcom.
Co mi średnio przypadło do gustu to niektóre reklamy porównujące historię Jacka do Bonda. Poza nazwą szpieg, tak naprawdę nic nich nie łączy. Co do samej nazwy szpieg, to bardzo mi się podobała jedna scena, w której David, prowadzący Jacka (Patrick Wilson) mówi: "on nie jest szpiegiem, jest aliantem". I może nazwiecie mnie naiwną, ale w kontekście historii nie oceniałabym surowo pułkownika. Z kontekstem, w jakim Władysław Pasikowski przedstawił Jacka się zgadzam. (więcej nie napiszę na ten temat, obiecałam sobie, żeby w recenzji było jak najmniej odniesień do historii czy antagonizmów szpieg-bohater).
OBSADA
Już od dawna wiedziałam, że Marin Dorociński to jeden z lepszych aktorów swojego pokolenia. Tu również spisał się znakomicie. Co do Wilsona to przyznaję się, że przekonałam się do niego tak na dobre dopiero w zeszłym roku, przy oglądaniu filmu "Obecność". Zagrał bez zarzutu, a trzeba powiedzieć, że większość dialogów prowadził w języku polskim (!). Co o tyle jest zabawne, że jego żona Dagmara (rodzice to rodowici Polacy) , może poza jednym zdaniem, mówi w języku angielskim :)
Cała osada spisała się bardzo dobrze, drugoplanowe role również przyciągały, widać, że każdy dał z siebie wiele. Z drugiej strony nazwiska takie jak Ostaszewska, Zamachowski, Globisz, Czop czy Pieczyński to gwarant dobrej gry aktorskiej. Bardzo podobało mi się, że każdy bohater mówił w języku, jakiej był narodowości bądź posługiwał się innym do komunikacji. Obsady "radziecka" oraz "amerykańska" również interesująco dobrana, brawo za casting. Dodam tylko, że Krzysztof Dracz jako generał Jaruzelski to bardzo ciekawie i dobrze zagrany epizod.
Pasikowski mimo trudnego tematu, wykazuje się sporym dystansem, czego przykładem jest postać Putka (rewelacyjny Mirosław Baka).
Całość dopełnia muzyka napisana przez Jana Duszyńskiego jest smacznym tłem dla wydarzeń dla ekranie.
"Jack Strong" to bardzo dobry film szpiegowski, jeden z lepiej zrobionych polskich filmów ostatnich lat. Jednak mimo małego budżetu można stworzyć coś ciekawego.
Było "Pokłosie", teraz "Jack Strong", ciekawe co Pasikowski wymyśli następnego.
8 listopada na ekrany polskich kin wszedł amerykański film, oparty na książce "Kapitan Philips". Premiera tego obrazu została przyćmiona innym filmem: Thorem 2. Jednak ja, zamiast na Thora wybrałam się na ten pierwszy film i nie żałuje.
Film opowiada historię tytułowego Kapitana Philipsa (Tom Hanks), który żyje z tego, że dowodzi statkami towarowymi. Tym razem jego zlecenie obejmuje trasę do Mombasy w Afryce przez tereny somalijskie. Dostaje w większości nową załogę, nowy statek i musi sobie jakoś radzić. Pozorny spokój zakłóca obraz radaru, który pokazuje, że jakieś dwie niezidentyfikowane małe jednostki próbują do jego statku dopłynąć. Oczywiście po jakimś czasie jesteśmy wręcz pewni, że są to somalijscy... piraci.
Kilka lat temu gruchnęła wieść w telewizji, że powraca problem piractwa morskiego, zwłaszcza u wybrzeży Somalii. Kapitan Philips przeżył taką sytuację i opisał ją w książce, która stała się podstawą do nakręcenia tego projektu. Jest to chyba pierwszy obraz, który traktuje o współczesnym problemie piractwa morskiego, który się rozrasta i jest coraz większym globalnym problemem.
PIERWSZE WRAŻENIA:
Wiecie, że gdy film się skończył i pokazały się napisy na ekranie, cala widownia była cicho, przez chwilę nikt się nie poruszał. Obraz przez większość czasu tak trzymał w napięciu. Hanks znowu w wielkiej formie! Już mu wybaczyłam wpadkę w "Kodzie Da Vinci".
(źródło: tumblr.com)
AKTORSKO:
Jak już napisałam, Tom po raz kolejny udowodnił swoją klasę aktorską. Na wielki plus, że osoby wcielające się piratów somalijskich mówiły w etnicznym języku przez większość czasu, a angielski bardzo łamali, dzięki temu obraz był jeszcze bardziej autentyczny. Drugoplanowe role też ciekawe, dobrze, że grali to również aktorzy mniej znani, dodawało to naprawdę takiej większej prawdziwości.
FABUŁA:
Prywatnie bardzo ciekawi mnie zjawisko piractwa morskiego, świetnie, że były pokazane tutaj wszelakie procedury i niuanse prawne, również te słabsze strony, że marynarze są często przez większość czasu zdani na siebie, jak to na nich wpływa, jakie postawy przeważają. Reżyser nie chciał ani oskarżać, ani tłumaczyć piratów morskich, starał się być bardziej biernym obserwatorem.
(źródło: tumblr.com)
PODSUMOWANIE: "Kapitan Philips" to opowieść o aktualnym globalnym problemie, ze świetną obsadą, trzymająca nieustannie w napięciu. Na pewno nie będziecie żałować tych 2 godzin 14 minut w kinie (plus reklamy oczywiście :D).
P.S. Dawno nie widziałam tak dobrego filmu! Jeden z lepszych jakie kiedykolwiek widziałam.
DANE TECHNICZNE:
rok: 2013
reżyser: Paul Greengrass ("lot 93", trylogia o Bournie)
produkcja: USA
gatunek: dramat biograficzny
Witam, dzisiaj przedstawię Wam moje subiektywne zestawienie z ocenami filmów, które wyszły spod szyldu Quentina Tarantino. W zestawieniu pomijam dwa filmy, w których kręcił określony segment tj.Sin City oraz Cztery pokoje oraz dwa początkowe projekty, czyli Love Birds in Bondage oraz Urodziny mojego najlepszego przyjaciela (niestety nie miałam okazji ich zobaczyć). Tarantino jest takim reżyserem, którego filmy albo się lubi albo nienawidzi. Wzbudza często skrajne emocje, bawi się formą, zafascynowany jest kinem B, ma specyficzny podział narracji. Często fabuła pokazywana jest w różnej kolejności, w innej perspektywie. Dużo przerysowanej krwi, wiele walk, wulgaryzmów, lecz widać, że Quentin ma na to swój ciekawy sposób, który spaja to wszystko w ciekawy sposób. Jest to jeden z moich ulubionych reżyserów. Kręci pokręcone filmy, a ja takich jestem fanem, oczywiście o ile zrobione są na jakimś poziomie. Miejsce 8- ostatnie :Grindhouse: Death Proof (2007)
Film opowiada historię 3 dziewczyn, które chcą się dobrze zabawić. Niestety dla nich Kaskader Mike upatrzył je sobie jako kolejne ofiary.
Niby klimat filmów ten sam, ale jednak nie to samo. Jedyny film, który mi się dłużył. Choć Kurt Russell jako Kaskader Mike dawał radę. Ogólnie fani określają go jako jeden z najsłabszych projektów Tarantino.
7. miejsce- Jackie Brown (1997)
źródło tumblr.com
Tytułowa Jackie jest stewardesą. Zaczyna pracować dla handlarza bronią i szmugluje pieniądze dla niego. Pewnego razu dopada ją FBI i składa propozycję współpracy. Uwielbiam początek filmu, jest świetny. Widać, że Tarantino dba o wszelakie szczegóły. Fabuła typowa dla niego. Film ciekawy, ale niestety momentami traci płynność. Obsada na plus, zwłaszcza rewelacyjna Pam Grier jako Jackie, dla której pisana była ta rola oraz Samuel L. Jackson (uwielbiam jego image w tym filmie, można paść ze śmiechu, podobno to był sam pomysł aktora) w roli bezwzględnego handlarza bronią. Robert De Niro poprawnie, choć specjalnie nie błyszczał. Nie pasował do całej koncepcji Robert Forster i trochę psuł całe wrażenie filmu. Miejsce 6- Kill Bill vol. 2 (2004)
źródło tumblr.com
Jest to kontynuacja, w której Czarna Mamba w dalszym ciągu pragnie zemścić się na tytułowym Billu oraz jej byłych kolegach i pracownikach Billa. Dalej mamy ciekawe sceny walki, wiele krwi, dobrą grę Umy Turman oraz Deryl Hannah oraz końcową scenę na którą czekaliśmy przez całe dwie części. Jednak dwójka już nie była takim samym świeżym formatem, jak jej poprzedniczka. Miejsce 5- Kill Bill vol.1 (2003)
źródło tumblr.com
Poznajemy Czarną Mambę, która chciała skończyć ze swoim zawodem tj. płatnej zabójczyni. Jednak podczas ślubu zostaje zaatakowana przez swoich byłych kolegów, giną wszyscy goście oraz co istotne niedoszły mąż. Po 4 latach, gdy ta budzi się ze śpiączki postanawia się zemścić na wszystkich, którzy zniszczyli jej życie.
W tym filmie ewidentnie widać, że Tarantino inspiruje się kinem klasy B oraz wschodnimi filmami walki. Jest wiele scen walki, dużo krwi, brutalności. Co mi się podoba, film jest podzielony na segmenty, które nie są pokazywane w sposób chronologiczny. Obsada dobrze dobrana, ciężko wskazać słabsze ogniwo. A soundtrack jak zwykle świetnie dobrany!
Miejsce 4- Bękarty wojny (2009)
źródło tumblr.com
Film opowiada o międzynarodowym spisku, który z powodzeniem miał zakończyć II wojnę światową.
Uwielbiam ten film! Aż chce się więcej takich produkcji. Nie jest to film historyczny, ale wizja reżyserka i w całości historia fikcyjna. Świetna fabuła, idealnie dobrani aktorzy, idealne role...
Jedna z moich ulubionych scen ze wszystkich filmów Tarantino. (źródło tumblr.com)
Jedna z najbardziej irytujących postaci. (źródło tumblr.com)
Od tej roli Christoph Waltz zaczął międzynarodową karierę. Rewelacyjna gra i jaka znajomość języków. (źródło tumblr.com)
Ta scena jedna z lepszych. Brad Pitt wykazał się bardzo dobrym kunsztem aktorskim. Od tego filmu ostatecznie przekonałam się do tego aktora. (źródło tumblr.com)
Tak więc moje ulubione postacie to Hugo Stiglitz, Hans Landa, Aldo Raine. Lecz każdy aktor i każda postać wniosła coś świetnego do tego filmu. Rewelacyjny jest początek i akcent z jakim Aldo przemawia do swoich podwładnych. Historia Hugo również epicka.
3. miejsce- Wściekłe psy (1992)
(źródło tumblr.com)
Tym filmem Tarantino wkroczył na salony, zdobywając popularność.
Film opowiada o grupie włamywaczy, którzy nie znają swojej tożsamości, posługując się pseudonimami Pan (tu nazwa koloru). Napadają na sklep jubilerski, który delikatnie mówiąc nie poszedł po ich myśli.
Pierwsza scena zapowiada ostrą jazdę bez trzymanki. Podobny klimat jak w Pulp Fiction. Pan Różowy jest bezbłędny. Podobnie pokazane są segmenty w różnej kolejności, z kilku perspektyw. Jak zwykle świetnie dobrana obsada. Wiele kultowych scen i tekstów. Quentin fajnie gra Pana Brązowego. Dobry film gangsterski.
2. miejsce- Django (2012)
(źródło tumblr.com)
Jest to historia sławnego łowcy nagród oraz czarnoskórego niewolnika, którzy chcą dorwać pewnych braci, za którymi wystosowano list gończy.
Koncert gry aktorskiej Leonardo Di Caprio, Samuela L. Jacksona oraz Christopha Waltza. Rewelacyjne dialogi, świetnie przerysowany klimat. Wspaniały soundtrack.
Szkoda tylko, że Jamie Foxx (tytułowy Django) oraz Kerry Washington odrobinę odstawiali jeśli chodzi o swoje role. Ale mimo wszystko film rewelacyjny, jeden z lepszych 2012 roku.
Ciężko się zdecydować kto grał najlepiej, ale wybiorę Leo. Jego rola była zdecydowanie inna niż dotychczas, spisał się znakomicie, idealnie wczuł się w klimat filmów Tarantino. Waltz natomiast wyrasta na nowego aktora Tarantino, obok Jacksona.
1. miejsce- Pulp Fiction (1994)
Dzięki temu filmowi Tarantino zyskał bardzo dużą sławę i szacunek. Jest to historia gangsterów, którzy muszą zmagać się z różnymi przygodami.
Jest to zdecydowanie najbardziej pokręcony film Tarantino. Rewelacyjny montaż, sceny, fabuła, obsada, role etc.
Moją ulubioną postacią jest oczywiście Jules. Historia z zegarkiem epicka. Sceny z Wilkiem i Jimmie są rewelacyjne. Epizod z Vincentem oraz Mia chyba najsłabszy, choć scena jej przedawkowania bardzo śmieszna.
Początkowa scena bardzo zaskakująca, jednocześnie komiczna (źródło tumblr.com)
Pulp to symbol popkultury, kultowy film, rewelacyjne teksty oraz sceny.
PS. Filmów Tarantino nie wolno oglądać z lektorem...
Dzisiejszy pomysł na wpis jest podrzucony przez moją dobrą koleżankę :)
Tak więc jak to jest z tym naszym ocenianiem filmów.
Oczywiście wiadomo, że każda ocena z definicji jest w pewnym stopniu subiektywna. Niektórym dany film będzie się bardzo podobał, niektórzy z kolei określą go mianem filmowego gniota np. jak to dzieje się z Pulp Fiction. Nie ma "przepisu" na film, dzięki któremu sukces gwarantowany, nie będzie żadnej nieprzychylnej opinii. (jeśli ktoś by wymyślił taką receptę, myślę, że byłby bardzo bogatym człowiekiem:)
Jednakże czemu część z nas sprowadza oglądanie filmów i ich ocenianie do absurdu? Ale po kolei.
Wychodzę z założenia, że każdemu filmowi należy się taka sama uwaga, czyste konto. Jeśli oglądam horror czy to dramat, każdy na początku ma dla mnie takie same szanse. To, że jest to horror nie znaczy, że z automatu przyznam mu 3 gwiazdki mniej, tylko dlatego, że jest to taki a nie inny gatunek.
Po wtóre niektórzy kinomaniacy zapominają chyba po co powstało kino. Dla czystej rozrywki. Kino powinno bawić, powinnyśmy czuć się dobrze oglądać film. Dlatego dziwnym jest, że jeżeli w jakimś filmie ktoś "nie znalazł głębi" automatycznie film nie jest ciekawy. A co chyba gorsze, niektórzy w każdym filmie doszukują się owej głębi, symboli w każdym filmie, a tych, którzy tego nie widzą traktują jako dziwnych, niczym gorszych kinomaników.
I właśnie czy nie zdarzyło się Wam, że na jakimś forum zostaliście "wykluczeni", bo nie oglądaliście jakiegoś filmu bądź oceniliście go "za dobrze", bądź "go nie doceniliście".
Każdy ma prawo do swojej oceny, (gdyż ma być jego własną sic!), możemy się z nią nie zgadzać, ale nie powinniśmy traktować jej jako "gorszej". Tu pomijam zjawisko trolli :D
Kino powinno łączyć nie dzielić, być ciekawym hobby, czy też po prostu służyć zabiciu wolnego czasu. A oceny, opinie to tylko dodatek do wspaniałej przygody z kinematografią.